Jak wcześniej wspominałam, od jakiegoś czasu gotuję dla moich psów. (Tak, mam świadomość, że nie jest to dieta optymalna, więc psy dostają dodatkowo suplementy). Głównym składnikiem psich dań jest oczywiście mięso.
Jako że ja osobiście brzydzę się mięsa, to do jego krojenia używam specjalnej deski do krojenia, której nie używam do niczego innego (podobnie jest z garnkiem - mam jeden tylko do tego celu). Mycie tej deski też nie sprawia mi jakiejś specjalnej przyjemności, więc znalazłam sposób, który ułatwia mi to zadanie, a psom dostarcza niezwykłej przyjemności. Zanim deska trafi do mnie do mycia, jest dokładnie wylizywana przez psy. Psy są przeszczęśliwe!
Deska przemieszcza się po całej kuchni, a psy razem z nią. Nutka jest cwaniakiem i wylizuje tylko największe kawałki. Plaster nie odpuszcza aż do końca.
Mimo, że Nutka dość szybko przestaje brać czynny udział w wylizywaniu, to nadal towarzyszy bratu, z uwagą obserwując jego mielenie ozorem.
Jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia, ale robione były w niesprzyjającym sztucznym świetle, podczas dynamicznej pracy jęzorem ;-)
Szukaj na tym blogu
środa, 7 listopada 2018
czwartek, 25 października 2018
.: Pytony psie :.
25 października to bardzo ważny dzień - Dzień Kundelka. Z tej okazji pokażę Wam zabawki, które moje kundelki dostały już w poniedziałek. Węże na pasztet. Węże są mega hitem za Wielką Wodą, wszyscy się nimi zachwycają, psy podobno na ich widok nucą "Happy" Pharrella Williamsa, więc i moje psy musiały je dostać, proste.
Węże można już dostać w Polsce, kosztują od 23 zł. I to jest bardzo dobra wiadomość; wcześniej chciałam je ściągać ze Stanów, ale koszty przesyłki znacznie przekraczały koszty węży, więc dałam sobie na wstrzymanie.
Wąż ma 42 cm długości, w głowie piszczałkę, czego moje psy jeszcze nie odkryły (albo może odkryły, tylko mają to w nosie, bo jednak pasztet w środku jest znacznie bardziej atrakcyjny). Wykonany jest z gumy termoplastycznej i bardzo łatwo się go myje. W Stanach dostępny jest w kolorach zielonym, różowym i niebieskim, u nas widzialam tylko zielone (nie mogę odżałować tego różowego). Szerokość otworu jest idealna na wpuszczenie do środka pasztetu.
Na początku zastanawiałam się, czy taka długa zabawka to dobry pomysł dla Nutki, która sama jest niewiele dłuższa. Zupełnie niepotrzebnie. Nutka jest tak samo nakręcona na jedzenie, jak Plaster, więc od razu skupiła się na wylizywaniu środka.
Plaster tak się wczuł, że aż mu się tylne łapki rozjechały.
Moje psy są zachwycone wężami. Ostatnio zaczęłam im gotować, więc część porcji mogę pakować w węża, co trochę spowalnia jedzenie, które w przeciwnym razie znika szybciej, niż jestem w stanie wyrecytować mój PESEL. (No wiem, jestem fantastyczną kucharką ;-)).
Trudno mi ocenić, czy zabawkę łatwo zniszczyć, bo moje psy w ogóle nie mają takich tendencji. (No dobra, Plaster trochę ma, ale jego interesuje głównie patroszenie pluszaków i rozgryzanie na puzzle lateksowych piłek). Jednak zabawka jest dość gruba i myślę, że nie poddaje się łatwo psim zębom.
Jeśli ktoś z Was się zastanawia nad zakupem węża, to myślę, że warto.
Węże można już dostać w Polsce, kosztują od 23 zł. I to jest bardzo dobra wiadomość; wcześniej chciałam je ściągać ze Stanów, ale koszty przesyłki znacznie przekraczały koszty węży, więc dałam sobie na wstrzymanie.
Wąż ma 42 cm długości, w głowie piszczałkę, czego moje psy jeszcze nie odkryły (albo może odkryły, tylko mają to w nosie, bo jednak pasztet w środku jest znacznie bardziej atrakcyjny). Wykonany jest z gumy termoplastycznej i bardzo łatwo się go myje. W Stanach dostępny jest w kolorach zielonym, różowym i niebieskim, u nas widzialam tylko zielone (nie mogę odżałować tego różowego). Szerokość otworu jest idealna na wpuszczenie do środka pasztetu.
Na początku zastanawiałam się, czy taka długa zabawka to dobry pomysł dla Nutki, która sama jest niewiele dłuższa. Zupełnie niepotrzebnie. Nutka jest tak samo nakręcona na jedzenie, jak Plaster, więc od razu skupiła się na wylizywaniu środka.
Plaster tak się wczuł, że aż mu się tylne łapki rozjechały.
Moje psy są zachwycone wężami. Ostatnio zaczęłam im gotować, więc część porcji mogę pakować w węża, co trochę spowalnia jedzenie, które w przeciwnym razie znika szybciej, niż jestem w stanie wyrecytować mój PESEL. (No wiem, jestem fantastyczną kucharką ;-)).
Trudno mi ocenić, czy zabawkę łatwo zniszczyć, bo moje psy w ogóle nie mają takich tendencji. (No dobra, Plaster trochę ma, ale jego interesuje głównie patroszenie pluszaków i rozgryzanie na puzzle lateksowych piłek). Jednak zabawka jest dość gruba i myślę, że nie poddaje się łatwo psim zębom.
Jeśli ktoś z Was się zastanawia nad zakupem węża, to myślę, że warto.
czwartek, 4 października 2018
.: Czy głaskać psa na "do widzenia"? :.
Moje psy, tak samo jak Wasze, są super i nie lubię się z nimi rozstawać. Ale wiadomo, nie wszędzie mogę je ze soba zabrać i nie wszędzie chcę. Czasami wszyscy potrzebujemy chwilę od siebie odpocząć, a ja nie ogarnę zakupów w supermarkecie z dwoma psami (ochrona już na wejściu wyprowadziła mnie prosto do karetki ze szpitala psychiatrycznego).
Gdy adoptowałam pierwszego psa, osiedlowa "mądrala" radziła mi, żeby się z nim nie witać i nie żegnać, ignorować podczas powrotów do domu, to go lepiej ułożę. Od razu wydało mi się to niedorzeczne - no bo niby jak mam nie wyściskać małej puchatej kuleczki, która na mój widok staje się jednym wielkim merdaniem?
Tak więc zawsze witałam się i żegnałam z moim psem, a potem psami - i robię to do dziś. Przed wyjściem zawsze informuję moje psy, dokąd idę (tak, gadam do moich psów, co tylko dobrze o mnie świadczy -> oto, dlaczego) - hasło "idę do sklepu" rozumieją bezbłędnie i zwykle nic sobie z tego nie robią, bo wiedzą, że zaraz wracam; dodatkowo dostają buziaka w czoło i kong z pasztetem (to drugie budzi znacznie większy entuzjazm, wiadomo).
Zatem żegnać się z psami, czy nie? Głaskać na "do widzenia", czy nie?
Przeprowadzone ostatnio badanie pilotażowe wykazało, że psy pogłaskane na pożegnanie znacznie mniej się stresują nieobecnością opiekuna.
Badanie Chiary Mariti i innych przeprowadzono na dziesięciu psach, z których żaden nie miał problemów separacyjnych (to ważne!). Wpływ głaskania i braku głaskania oceniono przez zmierzenie poziomu kortyzolu w ślinie (kortyzol to hormon stresu). I okazało się, że psy, które przed zniknięciem opiekuna zostały wygłaskane, znacznie lepiej zniosły rozłąkę.
Czyli nauka potwierdza to, co od lat czułam intuicyjnie.
Zachęcam więc do głaskania psiaków na pożegnanie (oczywiście o ile nie są to psy z lękiem separacyjnym - w takim przypadku najlepiej skontaktować się z behawiorystą), a w wolnej chwili polecam lekturę badania: Wpływ głaskania przed krotką rozłąką z opiekunem na zachowanie i fizjologię psa (artykuł w języku angielskim).
Gdy adoptowałam pierwszego psa, osiedlowa "mądrala" radziła mi, żeby się z nim nie witać i nie żegnać, ignorować podczas powrotów do domu, to go lepiej ułożę. Od razu wydało mi się to niedorzeczne - no bo niby jak mam nie wyściskać małej puchatej kuleczki, która na mój widok staje się jednym wielkim merdaniem?
Tak więc zawsze witałam się i żegnałam z moim psem, a potem psami - i robię to do dziś. Przed wyjściem zawsze informuję moje psy, dokąd idę (tak, gadam do moich psów, co tylko dobrze o mnie świadczy -> oto, dlaczego) - hasło "idę do sklepu" rozumieją bezbłędnie i zwykle nic sobie z tego nie robią, bo wiedzą, że zaraz wracam; dodatkowo dostają buziaka w czoło i kong z pasztetem (to drugie budzi znacznie większy entuzjazm, wiadomo).
Zatem żegnać się z psami, czy nie? Głaskać na "do widzenia", czy nie?
Przeprowadzone ostatnio badanie pilotażowe wykazało, że psy pogłaskane na pożegnanie znacznie mniej się stresują nieobecnością opiekuna.
Badanie Chiary Mariti i innych przeprowadzono na dziesięciu psach, z których żaden nie miał problemów separacyjnych (to ważne!). Wpływ głaskania i braku głaskania oceniono przez zmierzenie poziomu kortyzolu w ślinie (kortyzol to hormon stresu). I okazało się, że psy, które przed zniknięciem opiekuna zostały wygłaskane, znacznie lepiej zniosły rozłąkę.
Czyli nauka potwierdza to, co od lat czułam intuicyjnie.
Zachęcam więc do głaskania psiaków na pożegnanie (oczywiście o ile nie są to psy z lękiem separacyjnym - w takim przypadku najlepiej skontaktować się z behawiorystą), a w wolnej chwili polecam lekturę badania: Wpływ głaskania przed krotką rozłąką z opiekunem na zachowanie i fizjologię psa (artykuł w języku angielskim).
wtorek, 18 września 2018
.: Nasz wielki dzień :.
W minioną sobotę stało się coś dla mnie niebywałego. Moja adoptowana półtora roku temu mała, nieśmiała Nutka po raz pierwszy bawiła się z Plastrem. Do tej pory ich interakcje ograniczały się do wzajemnego wąchania, sporadycznego liźnięcia po pyszczkach i wspólnego oszczekiwania psów przechodzących przed naszym balkonem. Na wszelkie zaczepki Plastra i zachęty do zabawy Nutka reagowała ucieczką i chowaniem się za mną.
Tymczasem w sobotę Nutka totalnie mnie zaskoczyła. Gdy Plaster zaczął zachęcać ją do ganiania nie uciekła do mnie, tylko najpierw zaczęła przed nim uciekać, aby po chwili zmienić kierunek i puścić się za nim w pogoń. Bawili się tak kilka dobrych minut, obojgu sprawiało to wielką radość. Mnie na początku zamurowało, ale po chwili pognałam po telefon, żeby ich nagrać, bo nie wiem, kiedy i czy będzie następny raz. Brawo Nutelka!
Tymczasem w sobotę Nutka totalnie mnie zaskoczyła. Gdy Plaster zaczął zachęcać ją do ganiania nie uciekła do mnie, tylko najpierw zaczęła przed nim uciekać, aby po chwili zmienić kierunek i puścić się za nim w pogoń. Bawili się tak kilka dobrych minut, obojgu sprawiało to wielką radość. Mnie na początku zamurowało, ale po chwili pognałam po telefon, żeby ich nagrać, bo nie wiem, kiedy i czy będzie następny raz. Brawo Nutelka!
sobota, 25 sierpnia 2018
.: Wywąchane śniadanie :.
Dziś pochwalę się nowym
nabytkiem, który urozmaica moim psom posiłki. Inspiracją oczywiście był kolejny
epizod grymaszenia Nutki przy jedzeniu.
Są to cztery pachołki,
które niedawno kupiłam we Flying Tiger (10 zł za zestaw).
Pachołki świetnie
sprawdzają się w pracy węchowej, a zadanie moich psów polega na tym, by
wywąchać, pod którym pachołkiem kryje się ich posiłek. Zabawę zaczęliśmy oczywiście
od ukrywania wybornych smakołyków, żeby nakłonić zwierzaki do pracy.
Dziś pogoda wyjątkowo nas
nie rozpieszcza, od rana pada, więc aby zachęcić psy do spaceru, zabrałam je do
lasu, gdzie część śniadania rozsypałam im na ściółce, a część zjadły z ręki.
Po powrocie do domu Plaster
i Nutka dostali resztę ukrytą pod pachołkami.
Plastrowi poszło znacznie
szybciej, Nutka, mimo że bezbłędnie wskazała odpowiedni pachołek, to trochę
grymasiła. Do jedzenia przekonał ją dopiero stojący nad nią śliniący się Plaster.
niedziela, 22 lipca 2018
.: O psie, który pracował w weekend :.
Dzisiejszy post to post o
Plasiu i jego wczorajszej pracy. Wczoraj akurat wypadała szósta rocznica
adopcji, więc był to wyjątkowy dzień.
Dzień wcześniej rozmawiałam
z naszą zaprzyjaźnioną trenerką i behawiorystką oraz
ulubioną ciocią Olą Plastra i Nutki o młodej suczce, która akurat jest na
szkoleniu i która boi się psów, czego skutkiem jest oszczekiwanie ich.
Ola szukała spokojnego, zrównoważonego i przyjaźnie nastawionego dorosłego psa
do socjalizowania suczki. Plaster już wcześniej pracował u Oli jako Dobry Wujek
Plaster, ale odkąd dołączyła do nas Nutka, stał się trochę nadopiekuńczy,
często staje w obronie siostry i generalnie psuje jej każdy podryw. Poza tym
suczka Neska, dla której Ola szukała zrównoważonego towarzysza spaceru to
owczarek niemiecki, najmniej ulubiona rasa Plastra na świecie. Ale Ola, która widziała Plastra w różnych sytuacjach wiedziała, że się chłopak spisze i w sobotę rano razem z Plastrem ruszyliśmy na plac szkoleniowy. Plasio był przeszczęśliwy, że ma mnie tylko dla siebie (Nutka została w
domu z załadowanymi po brzegi kongami), radośnie biegł w kierunku placu
(powiedziałam mu „idziemy do Oli”, więc doskonale wiedział, dokąd ma biec).
Gdy dotarliśmy na
miejsce, jeszcze trwało szkolenie, więc Plaster musiał poczekać. Był bardzo
podekscytowany, przez ogrodzenie dojrzał śliczną blond suczkę i bardzo się do
niej wdzięczył. Znam swojego psa już sześć lat i widziałam, jak super się
zachowuje. Kojarzy plac szkoleniowy z pracą i choć czasem zagląda tam
towarzysko, to tym razem wiedział, że przyszedł „do roboty”.
Neska powitała Plastra
szczekaniem, ale był już w tak dobrym nastroju, że w ogóle się nie przejął. Ruszyliśmy
na spacer, psy na linkach, my z Plastrem dziesięć metrów przed Neską, jej
opiekunką i Olą. Neska, prawdopodobnie oszołomiona urodą i urokiem osobistym Plastra,
szybko przestała szczekać i zaczęła skracać dystans. W pewnym momencie podeszła
do Plastra, on kulturalnie pozwolił się powąchać, był wyrozumiały i nienachalny
(co nie jest u niego typowe :-D). Wkrótce Ola pozwoliła nam spuścić oba psy ze
smyczy. Psy szły spokojnie obok siebie, czasem dalej, czasem bliżej, przez
chwilę nawet próbowały się bawić. Oba bardzo szanowały swoją przestrzeń. Neska była
troszkę spięta, bo w końcu widziała Plastra pierwszy raz na oczy, ale widać
było, że nie boi się go.
Neska z zainteresowaniem i zazdrością patrzy na Plastra raczącego się smakołykami od cioci Oli.
Psiaki jedzą w swoim towarzystwie. Neska troszkę zestresowana, Plaster na pełnym luzie.
Socjalizacja psów wcale
nie polega na tym, żeby psy wchodziły ze sobą w interakcje. Często wystarczy,
że idą razem, choć nie za blisko. Chodzi o samą obecność drugiego psa. Dzięki obecności
zrównoważonego psa pies lękowy oswaja się z towarzystwem innego czworonoga tego
samego gatunku, uczy się, że inne psy wcale nie są wrogami i nie trzeba się ich
bać.
W ten sam sposób oswajam
Nutkę z większymi psami. Tu Dobrą Ciocią jest Pastel, suczka rasy posokowiec
bawarski (i pierwsza miłość Plastra) – spokojna, zrównoważona i niezwykle
przyjacielska dziewczyna. Dzięki niej Nutelka bardzo dobrze zareagowała na
Prota i Saga, również posokowce. Skojarzyła ich z Pastel i wiedziała, że są w
porządku, choć Sagi zwracał na nią znacznie większą uwagę niż Pastel.
Reasumując, Plaster w
roli Dobrego Wujka spisał się na medal. Niepotrzebnie martwiłam się, czy da
radę. Widać było, że taka forma pracy sprawia mu ogromną przyjemność
(zwłaszcza, że ciocia Ola płaciła w smakołykach ;-)). Udowodnił, że potrafi być
spokojnym, zrównoważonym dżentelmenem i widać było, że sam z siebie jest
zadowolony. Neska poznała jeszcze jednego psa, który jest fajny i mam nadzieję,
że wkrótce w ogóle przestanie się obawiać innych psów.
Pracujcie z psami,
radźcie się behawiorystów, bo naprawdę wiele rzeczy
można wypracować i uczynić psa szczęśliwszym.
niedziela, 15 lipca 2018
.: Zabawka na smakołyki z Pepco :.
Dziś przedstawiamy
zabawki na smakołyki z Pepco. Testujemy je już od ponad tygodnia i muszę
przyznać, że jestem pod wrażeniem – moim psom nie udało się ich zniszczyć, choć
wyjęcie smakołyków wcale nie jest takie proste.
Jak zawsze, zabawki
kupiłam dwie – niebieską dla psiej dziewczynki i zieloną dla psiego chłopca
(nie, niestety nie było różowych). Koszt – 4,99 zł za sztukę.
Ale UWAGA! Pepco
likwiduje dział zwierzęcy i zabawki są teraz w promocyjnej cenie 2 zł. Radzę
się spieszyć.
Niestety, nie będzie zdjęcia Nuci, zabawka wzbudza w niej tak silne emocje, że nie udało mi się zrobić ostrego zdjęcia nawet w trybie sportowym.
Osobiście nie jestem
fanką psich zabawek z Pepco. Ceny są rzeczywiście atrakcyjne, ale niestety nie
idą w parze z jakością. Winylowe kostki, frytki, usta, itp. u nas się nie
sprawdzały – Plaster bardzo szybko tracił nimi zainteresowanie, a u Nutelki
zainteresowania nie wzbudzały wcale. Znajomi kupili swojej Neli tę słynną
falliczną kostkę, którą Nela (blond labradorka) bardzo szybko przerobiła na
puzzle. Na szczęście Nela nie gustowała w tych drobnych kawałeczkach, ale pies
może z łatwością je połknąć. Jedyną psią rzeczą z Pepco, która zdała egzamin,
są piłki tenisowe, ale nie używam ich jako piłek do rzucania (wkrótce napiszę,
do czego ich używam) i trzymam je poza zasięgiem Plastra, bo z łatwością je
rozgryzał i pożerał kawałki tej obrzydliwej czarnej śmierdzącej gumy (o
zgrozo!).
Zabawka zrobiona jest z
gumoplastiku, ale jest dość elastyczna i nie poddała się kłom mojej sfory. Ma
cztery główne otwory na smakołyki, ale ambitni i cierpliwi mogą spróbować
wcisnąć pasztet w dwanaście drobnych wyżłobień po bokach (ja jeszcze nie
próbowałam, przyznaję). Dostępne kolory to zielony i niebieski. Cena, jak
pisałam promocyjna. Dobrze oceniam bezpieczeństwo używania i funkcjonalność – przy
odpowiedniej wielkości ciasteczka psy zajmują się nią nawet kilkanaście minut.
Jeśli Was przekonałam,
pędźcie do Pepco, bo to ostatni moment, żeby się zaopatrzyć w psie rzeczy.
niedziela, 8 lipca 2018
.: Las o poranku :.
Nie ukrywam, że moim ulubionym miejscem spacerów jest las. Mam to szczęście, że w pobliżu mam kilka lasów do wyboru. Ale mamy jeden ulubiony. Mamy tam wydeptane swoje ścieżki, kilka różnych możliwości spacerów, psy uwielbiają to miejsce, na samo brzmienie słowa "las" dostają korby (dlatego umawiając się telefonicznie ze znajomymi na spacer, umawiam się do "miejsca, gdzie jest dużo drzew").
Dla psa nawet ten sam las nigdy nie jest taki sam. Zapach lasu zmienia się nieustannie, a wrażliwe nosy naszych psów to wyczuwają. Uwielbiam obserwować moje psy, gdy łapią górny wiatr i gdy biegną z nosami przy ziemi.
Najbardziej lubię spacery po deszczu i spacery o poranku - las pachnie niesamowicie.
Dziś właśnie wybraliśmy się na taki poranny spacer. Wybieram takie pory, że leśne zwierzęta już się obudziły, najadły i pochowały w bezpieczne miejsca, ale ich zapach jeszcze czuć w powietrzu. Nie jest on na tyle intensywny, żeby psy zaczynały tropić, ale jest obecny i na tyle interesujący, że mokre nosy pracują jak szalone.
Rano w lesie jest chłodno, co jest wielkim plusem szczególnie latem. Psy wracają do domu zmęczone, ale węszeniem, nie upałem.
Spacer po lesie ma również fantastyczny wpływ na ludzi. Badacze już dawno odkryli, że taki spacer redukuje stres, łagodzi depresję i poprawia odporność. Zachęcamy więc do porannych spacerów w lesie, ale przypominamy, że w lesie jesteśmy gośćmi i musimy szanować jego mieszkańców.
Dla psa nawet ten sam las nigdy nie jest taki sam. Zapach lasu zmienia się nieustannie, a wrażliwe nosy naszych psów to wyczuwają. Uwielbiam obserwować moje psy, gdy łapią górny wiatr i gdy biegną z nosami przy ziemi.
Najbardziej lubię spacery po deszczu i spacery o poranku - las pachnie niesamowicie.
Dziś właśnie wybraliśmy się na taki poranny spacer. Wybieram takie pory, że leśne zwierzęta już się obudziły, najadły i pochowały w bezpieczne miejsca, ale ich zapach jeszcze czuć w powietrzu. Nie jest on na tyle intensywny, żeby psy zaczynały tropić, ale jest obecny i na tyle interesujący, że mokre nosy pracują jak szalone.
Rano w lesie jest chłodno, co jest wielkim plusem szczególnie latem. Psy wracają do domu zmęczone, ale węszeniem, nie upałem.
Spacer po lesie ma również fantastyczny wpływ na ludzi. Badacze już dawno odkryli, że taki spacer redukuje stres, łagodzi depresję i poprawia odporność. Zachęcamy więc do porannych spacerów w lesie, ale przypominamy, że w lesie jesteśmy gośćmi i musimy szanować jego mieszkańców.
sobota, 7 lipca 2018
.: Hantelki z Flying Tiger :.
Ostatnio testowaliśmy hantelki z Flying Tiger. Hantelki to zabawki na smakołyki - czyli nasze ulubione. Zabawka ma 15 cm długości i składa się z dwóch komór, w które wkładamy mokrą karmę, pasztet lub cokolwiek innego, co nasze psy lubią i mogą jeść. Warunkiem przetrwania zabawki jest użycie smakołyku w postaci pasty. Ja wpadłam na "świetny" pomysł nawkładania do środka suchej karmy i sfrustrowany Plaster rozerwał kawałek hantelka.
Generalnie zabawka nam się podoba, stosunek jakości do ceny też jest w porządku (10 zł za sztukę), hantelki mają ładne kolory: zielony, turkusowy, różowy i fioletowy (chociaż moje psy nie zwracają na to większej uwagi). Psy zajmują się hantelkami od kilku do kilkunastu minut, co dla mnie jest znakiem, że zabawki im pasują i wymagają od nich pracy.
Generalnie zabawka nam się podoba, stosunek jakości do ceny też jest w porządku (10 zł za sztukę), hantelki mają ładne kolory: zielony, turkusowy, różowy i fioletowy (chociaż moje psy nie zwracają na to większej uwagi). Psy zajmują się hantelkami od kilku do kilkunastu minut, co dla mnie jest znakiem, że zabawki im pasują i wymagają od nich pracy.
niedziela, 1 lipca 2018
.: Lickimat po polsku :.
Za oceanem trwa szał na Lickimats - silikonowe tacki, na których można rozsmarować psom pasztet, mokrą karmę, masło orzechowe, jogurt, czy cokolwiek innego w postaci mokrej.
Te maty są naprawdę super, moje psy je uwielbiają, wylizanie ich do czysta zajmuje im znacznie więcej czasu niż wyczyszczenie kostki Konga i zabawki z Tigera (o nich też niedługo napiszę, bo są super).
Maty-podstawki zrobione są z silikonu, więc łatwo utrzymać je w czystości.
Zatem jeśli chcecie zająć czymś swojego niesfornego psiaka, bardzo polecam podstawki pod garnki ;-)
Lickimats zostały stworzone w Australii, ale szybko stały się popularne w Stanach, Kanadzie, a także na zachodzie Europy. Można je kupić na Amazon, najtańsze, jakie znalazłam, kosztują niecałe 4 funty. To może niedużo, ale Amerykanie szybko znaleźli tańsze rozwiązanie. Okazuje się, że nie tylko Polak potrafi. Otóż zamiast Lickimat stosują silikonowe podstawki pod garnki. Takie podstawki kupują w swoich amerykańskich dyskontach za około 1,5 dolara. Taniocha.
Postanowiłam sprawdzić, czy uda mi się znaleźć takie cudo w Polsce. Szukałam w Pepco, Selgrosie, Biedronce, Lidlu (do innych sklepów było mi zupełnie nie po drodze) - bez powodzenia. Ale okazało się, że szukałam za daleko; podstawki pod garnki znalazłam w osiedlowym domu handlowym. W cenie 8 zł za sztukę (słownie: osiem złotych). Oczywiście nabyłam dwie. Kolory nie należą do moich ulubionych, ale pieskom było wszystko jedno.
Maty mają wymiary ok. 18 x 18 cm. Można na nich rozsmarowywać wszystko, co mokre. My próbowaliśmy już ulubionego pasztetu moich psów - Premio firmy Trixie z wątróbką, mokrej karmy, jogurtu typu greckiego, bananów zblendowanych z jogurtem, masła orzechowego (bez cukru i bez soli, psom to jakoś nie przeszkadza), oleju kokosowego, gotowanych zblendowanych batatów i przymierzamy się do blendowanych owoców.
Te maty są naprawdę super, moje psy je uwielbiają, wylizanie ich do czysta zajmuje im znacznie więcej czasu niż wyczyszczenie kostki Konga i zabawki z Tigera (o nich też niedługo napiszę, bo są super).
Maty-podstawki zrobione są z silikonu, więc łatwo utrzymać je w czystości.
Zatem jeśli chcecie zająć czymś swojego niesfornego psiaka, bardzo polecam podstawki pod garnki ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























