czwartek, 14 marca 2019

.: Mata węchowa za dyszkę :.

W dyskoncie z czerwonym insektem w kropeczki pojawiły się przekładki do patelni (takie cudo, które zapobiega rysowaniu się patelni podczas wkładania jednej w drugą). Zestaw składa się z pięciu sztuk, kosztuje 9.90 PLN i idealnie nadaje się na prostą matę węchową.


Do zrobienia maty, oprócz przekładek, potrzebujemy jedynie igły z nitką. Przekładki układamy tak, jak na poniższym zdjęciu.


Tak ułożone przekładki zszywamy na środku. Między paseczki wkładamy smakołyki.


Przekładki kupiłam z czystej ciekawości. Nie wiedziałam, czy mata spodoba się moim psom. Ale nie spodziewałam się, że tak bardzo. Jutro idę po drugi zestaw i robię drugą matę 😄





środa, 20 lutego 2019

.: Czym jest wzbogacanie środowiska psa i do czego jest mu ono potrzebne? :.


Wzbogacanie środowiska to koncepcja polegająca na wprowadzaniu takich zmian w najbliższym otoczeniu psa, które przyniosą mu jak najwięcej korzyści. Wzbogacanie środowiska ma na celu zwiększenie repertuaru zachowań, redukcję częstotliwości nieprawidłowych zachowań, zwiększenie zakresu lub liczby normalnych wzorców zachowań, nasilenie pozytywnego wykorzystywania środowiska oraz zwiększenie zdolności zwierzęcia do radzenia sobie z wyzwaniami w normalny sposób (Newberry, 1995; Tarou & Bashaw, 2007).
Wzbogacanie środowiska ważne jest dla dobrostanu psów, pomaga utrzymać je w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Szczeniaki dorastające we wzbogaconym środowisku lepiej się rozwijają, są bardziej towarzyskie i odporne psychicznie. U psów przebywających w ubogim lub nudnym środowisku mogą pojawić się nieprawidłowe zachowania w postaci słabych strategii radzenia sobie (nadmierne wylizywanie się, oblizywanie łap, gryzienie ogonów lub innych części ciała). Takie zachowania mogą prowadzić do tego, że pies zrobi sobie krzywdę. Do innych niepożądanych zachowań, które mogą pojawić się na skutek przebywania w ubogim środowisku należą,  na przykład, nadmierna wokalizacja, próby pokonania barier (na przykład kopanie, aby uciec z ogrodu), powtarzające się zachowania związane z ruchem (krążenie i kroczenie), a także zjadanie odchodów. Większość tych zachowań uznawana jest za oznaki przewlekłego stresu (Pullen, 2010), a stres ten wywołany jest właśnie nuda i frustracją.
Istnieje pięć typów wzbogacania środowiska psa: społeczne, zajęciowe, fizyczne, sensoryczne i żywieniowe. Typy wzbogacania można stosować oddzielnie lub łączyć
Wzbogacanie społeczne odnosi się do umożliwienia zwierzęciu kontaktu z psami, innymi gatunkami, szczególnie ludźmi (Young, 2003). Formami takiego wzbogacania są spacery z psami (najlepiej, aby zmieniać miejsca spacerów lub trasy – to dodatkowa stymulacja dla psa), zabieranie ich do psich parków, a także zabawa w grupach pod nadzorem opiekunów i uczestnictwo w zajęciach obedience. Jedną z form tego typu wzbogacania zalicza się również trzymanie w domu więcej niż jednego psa (To my! To my!). Życie społeczne jest dla psa stałym źródłem złożonej stymulacji umysłowej (Humphrey, 1976).

Latająca Nutka vel Buszująca w Trawie

Wzbogacanie zajęciowe dawanie psu zajęcia, które zachęca go do ćwiczeń fizycznych i stymulacji umysłowej. Do takiego rodzaju wzbogacania należą sporty agality, dummy, frisbee – które również pomagają uwolnić nadmiar energii – oraz zajęcia obedience. Połączeniem wzbogacania zajęciowego z żywieniowym są wszystkie zabawki na smakołyki (puzzle, kule smakule, kongi), które wymagają od psa myślenia i „rozpracowania” ich by zdobyć smakołyk.

Zabawki na smakołyki. Część kolekcji Plastra i Nutki

Wzbogacanie fizyczne obejmuje zmianę jakości i złożoności przestrzeni życiowej psa. Jednym z najczęstszych sposobów tego rodzaju wzbogacania są psie zabawki. Zabawki należy wybierać ostrożnie, muszą być bezpieczne i interesować psa. Należy też je co jakiś czas zamieniać (chować jedne i wyjmować drugie), aby pies się nimi nie znudził. Taka zabawa może zmniejszyć reakcje psa na czynniki środowiskowe (np. hałasy, obcych ludzi i psy) oraz osłabić pobudzenie i związane z nim zachowania, takie jak szczekanie, kopanie, próby ucieczki i zniszczenia mieszkania (Mason i in. 2007). Należy pamiętać o higienie i myć zabawki, aby nie stały się one siedliskiem bakterii.
Celem wzbogacania sensorycznego jest stymulowanie różnych zmysłów u psa (wzrok, słuch i węch). I tu ciekawostka – badania wykazują, iż muzyka klasyczna redukuje poziom stresu i wydłuża czas odpoczynku i snu u psów; choć nieznany jest mechanizm tego działania, to nie ulega wątpliwości, że psy pozytywnie reagują na muzykę klasyczną. Należy jednak pamiętać, że psy nie lubią głośnych dźwięków, więc głośność powinna być niska (poniżej 70 decybeli). Psy reagują również na zapach – umieszczanie materiałowych paczuszek pachnących lawendą w przestrzeni życiowej psa działa uspokajająco – redukuje szczekanie i inne aktywności.
Wzbogacanie żywieniowe zachęca psy do ich naturalnych zachowań, polegających na poszukiwaniu jedzenia. Tu możemy wykorzystywać wszystkie zabawki na smakołyki, których opróżnienie nie tylko zajmuje znacznie więcej czasu niż opróżnienie miski, ale także dają psu uczucie spełnienia i zaspokają jego naturalną potrzebę węszenia i poszukiwania. 

Jedzenie skradzionych z mojej torebki paragonów to NIE JEST wzbogacanie żywieniowe

Wzbogacanie środowiska psów nie tylko redukuje niepożądane zachowania będące skutkiem nudy i frustracji, ale również nasila normalne, pożądane zachowania (rozwiązywanie problemów i pozytywne interakcje z innymi). Dlatego bardzo ważne jest zapewnienie psu odpowiedniej stymulacji i zajęć. Pies znudzony, niewybiegany, bez zaspokojonej potrzeby interakcji z innymi psami i węszenia, może przyprawić o ból głowy – będzie niszczył, drapał, psocił, może zacząć załatwiać się w domu, a to wszystko dlatego, że się nudzi i próbuje zwrócić na siebie twoją uwagę. Danie psu zabawek nie jest rozwiązaniem – pies jest zwierzęciem towarzyskim i potrzebuje interakcji z innymi psami, ale również z tobą. Dla wielu psów najlepszą zabawką jest taka, na której drugim końcu znajduje się człowiek. Poza tym wspólna zabawa wzmacnia więź między opiekunem i zwierzęciem.
Zatem do dzieła. Zabierz swojego psa na super spacer, pobaw się z nim szarpakiem, rzuć mu w trawę kilka smakołyków – niech węszy, szuka, znajduje; rzuć mu piłkę, niech trochę pobiega. Pokaż mu, że jest dla ciebie ważny.

Źródła:
Newberry, R.C., 1995. Environmental Enrichment: Increasing the Biological Relevance of Captive Environments. Applied Animal Behaviour Science 44, 229-243.
Tarou, L.R., Bashaw, M.J., 2007. Maximizing the effectiveness of environmental enrichment: Suggestions from the experimental analysis of behavior. Applied Animal Behaviour Science 102, 189-204.
Pullen, A.J., Merrill, R.J., Bradshaw, J.W., 2010. Preferences for toy types and presentations in kennel housed dogs. Applied Animal Behaviour Science 125, 151-156.
Young, R.J., 2003. Environmental Enrichment for Captive Animals. Universities Federation for Animal Welfare, Hertfordshire, UK.
Humphrey, N.K., 1976. The social function of intellect. In: Growing Points in Ethology. Cambridge University Press, Cambridge, UK.
Morgan Garvey, Judith Stella and Candace Croney Department of Comparative Pathobiology, College of Veterinary Medicine, Purdue University.

niedziela, 17 lutego 2019

.: Ażurowe Walentynki:.


Z okazji Walentynek ususzyłam moim miłościom życia pierś z indyka. Jako że sama nie jem mięsa i już dawno pozbyłam się tłuczka, pierś rozbijałam młotkiem, a konkretnie jego boczną częścią. Rozwiązanie dalekie od ideału, ale dałam radę. 


Miłość miłością, ale nie mogło być za łatwo. Paski suszonego mięsa włożyłam psiakom w ażurowe piłeczki Hol-ee roller football firmy JW Pets. Zabawa była przednia.



Piłki hol-ee są super. Nadają się do rzucania (u nas się, bo Nutka bawi się tylko kocimi piłkami, a Plaster piszczącymi), łatwo można je umyć i idealnie sprawdzają się jako zabawki na smakołyki. Czasami, gdy chcę zafundować psom bardziej zaawansowaną rozrywkę intelektualną, do piłki wkładam pocięte paski polaru albo stare skarpetki – to sprawia, że trudniej dobrać się do smakołyków.



Piłki dostępne są w trzech kolorach (żółty, niebieski, czerwony) i czterech rozmiarach; my mamy najmniejszy dla Nutki (9cm x 5 cm) i M dla Plasia (14cm x 8cm). 



Psy mają piłki od ponad roku i mimo częstego używania nie widać na nich śladów zniszczeń, więc z czystym sumieniem je polecam.

wtorek, 12 lutego 2019

.: Sezon na kleszcza :.


Większość ludzi nie może doczekać się wiosny, ale nam – psiarzom – często spędza ona sen z powiek. A to z powodu reaktywacji małych żądnych krwi pajęczaków, które potrafią w ciągu kilku dni zabić dużego, zdrowego psa.


Kleszcze przenoszą babeszjozę (babesiosis canum), która, gdy nieleczona, prowadzi do śmierci psa z powodu niewydolności wielonarządowej. Ta choroba to największe dla psa  zagrożenie ze strony kleszczy, ale nie jedyne. Kleszcz może zarazić psa również boreliozą,
erlichozą i anaplazmozą. Zdarzają się też pokleszczowe porażenia nerwowe, paskudna sprawa.
Nie do końca jest prawdą, że kleszcze aktywują się na wiosnę. Już kilka lat temu pewien weterynarz z Lublina pisał o przypadkach kleszczy przy temperaturze -12 ºC. Gdy zima nie jest szczególnie surowa, pozostają aktywne, a wiosną ta aktywność po prostu się wzmaga.
Wyposażona w tę wiedzę, zabezpieczam moje psy przed kleszczami przez cały rok. Nie chcę ryzykować ich zdrowia, a nawet życia.
Długo szukałam skutecznego sposobu, a jako że należę do tych totalnie przewrażliwionych psich matek, wybrałam potrójne zabezpieczenie. Stosuję u psów obroże Foresto, które wymieniam co pół roku. Producent mówi o ośmiomiesięcznym działaniu, ale po pierwsze: kiedyś w siódmym miesiącu używania obroży (i po dwudniowym spóźnieniem się ze spot-onem) wyjęłam z Plasia dorodnego, opitego kleszcza. Nigdy więcej! Poza tym wymiana co pół roku ma ten plus, że nie musisz prowadzić notatek, kiedy ostatnio zmieniałeś obrożę. Ja zawsze zakładam nowe 1 marca i 1 września, co roku, od mniej więcej pięciu lat. Drugie zabezpieczenie to spot-on. My używamy Fyprystu, którym zakraplam psy co 21-24 dni, z tego samego powodu, dla którego częściej zmieniam obroże. Trzecie zabezpieczenie to zmielony czystek podawany do jedzenia. Podobno (nie znalazłam badań naukowych potwierdzających takie działanie) jego zapach, który po zjedzeniu wydziela się przez skórę psa, odstrasza kleszcze. Nawet jeśli nie, to czystek jest zdrowy, więc na pewno nie zaszkodzi moim czarnulkom.
To tyle o naszej ochronie. Teraz krótko omówię inne dostępne opcje.

  • Obroże przeciwkleszczowe – do wyboru, do koloru: na rynku dostępne są obroże ziołowe, chemiczne, wodoodporne, niewodoodporne i niestety, prawdopodobnie skuteczne oraz nieskuteczne. Przed zakupem obroży proponuję skonsultować się z weterynarzem i poszukać rzetelnych opinii w Internecie.
  • Preparaty typu spot-on: małe tubeczki z płynem z substancją czynną, najczęściej fipronilem, które aplikuje się na skórę na karku psa. Tu musimy być uważni – niektóre spotony (zdaje się, że advantix) zawierają inna substancję czynną, która jest bardzo niebezpieczna dla kotów, dlatego jeśli trzymamy w domu oba gatunki, sprawdźmy skład spot-ona. Nie chcemy zrobić krzywdy Mruczusiowi!
    Generalnie producenci zalecają zakraplanie psiaków co 28 dni, ale jak pisałam, ja robię to częściej, co 21-24 dni. Bardzo ważne jest to, aby nie kąpać psa trzy dni przed i trzy dni po zakropleniu. No i przez te trzy dni przed i po unikać długich spacerów w deszczu.
  • Tabletki doustne: jest kilka rodzajów tych tabletek, jedne działają trzy miesiące, inne miesiąc. Działają tak, że zawarta w nich neurotoksyna krąży w organizmie psa i zabija kleszcza dopiero wtedy, gdy się wbije. Nie przemawia do mnie pakowanie w psa neurotoksyn, których długotrwałe działanie nie zostało zbadane (tabletki są na rynku sporo mniej niż 10 lat), z którymi musi się zmierzyć jego wątroba, więc nie zdecydowałabym się na taką formę ochrony, ale co kto lubi.
  • Zioła i olejki eteryczne: uwielbiam olejki eteryczne, używam ich do sprzątania, do prania, do leczenia zatok i do wielu innych rzeczy. Ale nie ukrywam, że bałabym się zabezpieczyć psa przed kleszczami samym olejkiem. Jako dodatkowe zabezpieczenie, OK., ale nie za dużo, bo – jak pamiętamy – pies ma 60 razy więcej receptorów węchowych i intensywny zapach olejku może go drażnić. Powiem wam, co zrobiłby wypaćkany olejkiem Plaster – ruszyłby na poszukiwanie najbliższego truchła i wytarzałby się w nim jak dziki. Tyle byłoby z mojego olejkowania. Gdyby ktoś jednak miał ochotę spróbować, to podobno kleszcze bardzo nie lubią zapachu olejku goździkowego, cytronelowego, drzewa herbacianego, tymiankowego, szałwiowego, mięty pieprzowej, paczulowego, ze słodkich migdałów i eukaliptusowego.
    Czystek podobno posiada właściwości odstraszające kleszcze. I tak jak w przypadku olejków – nie ryzykowałabym zabezpieczania samym czystkiem, ale jako dodatkowe zabezpieczenie – jak najbardziej.
  • Na koniec zostawiam urządzenie, którego sprzedaż jako odstraszacza kleszczy to – moim zdaniem – skandaliczne oszustwo. Chodzi mi o urządzenie TickLess. Kosztuje ponad 100 zł i rzekomo ma działać przez cały sezon. Kiedyś kupiłyśmy to cudo razem z trzema koleżankami. Wszystkie trzy doszłyśmy do takich samych wniosków – nie działa. Plaster, który ze spaceru w sezonie kleszczowym zwykle wracał średnio z sześcioma pasażerami na gapę, z urządzeniem TickLess wracał – uwaga! – średnio z sześcioma pasażerami na gapę. Psy koleżanek również sprowadzały do domu podobną liczbę kleszczy jak przed zastosowaniem urządzenia 100 zł to niemało, więc postanowiłam pokopać i znaleźć jakieś informacje na temat urządzenia. Nie musiałam długo szukać. Na stronie dystrybutora znalazłam badanie skuteczności urządzenia (teraz sprawdzałam i nie mogę znaleźć tego badania, więc pewnie ktoś przyczepił się do tego samego, co za chwilę napiszę). Badanie po angielsku, liczące sobie kilka stron. Większość osób widząc coś takiego pewnie nawet nie czyta i po prostu daje się przekonać, że to świetna rzecz, ale ja sobie to badanie przeczytałam. Wnioski były takie, że urządzenie nie powoduje większej infestacji kleszczami niż u grupy kontrolnej, niezabezpieczonej przed kleszczami. Super, prawda? To tak samo, jak bandana w trupie czaszki – ona też nie powoduje większej infestacji, a na pewno jest tańsza. I korale po babci Jadzi też. I nawet breloczek z Legiunią.
    W sieci sporo jest pozytywnych opinii na temat tego urządzenia, ale w rzeczywistości nie spotkałam nikogo, kto by używał i twierdził, że widział efekty. A pozytywne opinie w sieci, jak wszyscy wiemy, można sobie opłacić.
Zabezpieczanie przed kleszczami jest bardzo ważne. Ale oprócz tego należy też sprawdzać psa po spacerze. My lubimy wałęsać się po łąkach i łazić na przełaj po lasach, dlatego po każdym takim spacerze szczególnie dokładnie czeszę psy gęstym grzebieniem (takim do wyczesywania pcheł).
Ale nie myślcie sobie, że na osiedlowych trawnikach jesteście bezpieczni. Kleszcze mogą wszędzie. Lubią przebywać w wysokich (kleszcze można znaleźć do ok. 90-100 cm nad ziemią) trawach (z drzewami to bujda, no chyba że kleszcz wskoczy na wiewiórkę, a gdy wiewiórka wskoczy na drzewo, to kleszcz się rozmyśli i spadając nie poleci na ziemię, tylko utknie na gałęzi. Ale wiewiórka jest dla kleszcza mało atrakcyjna, woli sarny i dziki. No i oczywiście nas i nasze psy).
Życzę wszystkim jak najmniej spotkań z tymi paskudztwami.

piątek, 8 lutego 2019

.: Spacer socjalizujący z psem nieśmiałym :.


Kilka tygodni temu Iwona adoptowała suczkę z OSPZ „Animals” (z tej samej fundacji, z której mam Nutkę) i wolontariuszka z Ostrowca skontaktowała nas, abym podpowiedziała Iwonie, co zrobić, żeby pomóc Neli jak najlepiej się zaaklimatyzować. Zmiana domu u psa zawsze wiąże się z pewnym stresem, a w przypadku psów po przejściach, adoptowanych jako dorosłe, ten stres jest znacznie większy i trzeba mądrze pokierować psiakiem, żeby ułatwić mu adaptację i nie doprowadzić do problemów w przyszłości. Okazało się, że jesteśmy praktycznie sąsiadkami, więc umówiłyśmy się na wspólny spacer.
Przed spacerem Iwona opowiedziała mi o swojej Neli – dowiedziałam się, że Nela jest spokojną, nieśmiałą suczką, bardzo ostrożną w kontaktach z innymi psami i warto popracować z nią nad tym, by stała się bardziej otwarta na psie towarzystwo.
Spotkałyśmy się w środę. Ruszyłam na spacer zaopatrzona w dodatkową linkę dla Neli i saszetkę pełną smakołyków. Miałyśmy szczęście, bo trafiła nam się niezła pogoda.
Gdy Iwona dojechała do naszego ulubionego lasu, my już byliśmy na miejscu. Moje psy puszczone były luźno, ale wiedziałam, że mam nad nimi pełną kontrolę.
Nela była w naszym lesie po raz pierwszy. Od razu dało się zauważyć, że była mocno przestraszona – miała podkulony ogon, kuliła się w sobie, odwracała się tyłem do moich psów i mnie oraz cały czas węszyła. Każdy, kto zna się trochę na mowie ciała psów wie, że Nela wysyłała nam jasny komunikat: „Mnie tu nie ma!”.
Odwołałam moje psy, żeby zostawiły Neli przestrzeń,  a Iwonie zaproponowałam, żeby przepięła Nelę na dłuższą smycz (5 m zamiast 2 m).
Początkowo szłyśmy w pewnej odległości od siebie. Plaster podszedł do Neli, okazał jej zainteresowanie, zapraszał do zabawy, ale został zignorowany. Jest dżentelmenem, więc zrozumiał i zostawił ją w spokoju. 

"Nie wdzięcz się, czarny, nie zwracam na ciebie uwagi".

Iwona dodawała Neli pewności siebie, mówiąc do niej spokojnym, radosnym głosem i od czasu do czasu częstując smaczkami. Ja trzymałam się na dystans.

Nela trzyma się z tyłu, po jej pozycji widać, że jest niepewna i nie czuje się zbyt komfortowo - pochylona głowa, opuszczony ogon, spuszczone uszy.

W pewnym momencie rzuciłam psiakom smakołyki na ziemię. Cała trójka zaczęła węszyć i wcinać. Ogon Neli nieznacznie uniósł się do góry, a ogólna postawa jej ciała mówiła, że jednak nie jest tak strasznie. Po kilku minutach spróbowałam dać Neli smakołyk z ręki. Oczywiście najpierw stanęłam bokiem do niej i czekałam, czy zechce nawiązać kontakt. Dałam jej obwąchać swoją rękę i kilka sekund później Nela wsuwała ciasteczka prosto z mojej dłoni. Pierwsze koty za płoty. Kontynuowałyśmy spacer, od czasu do czasu rzucając ciastka w trawę, żeby psiaki trochę popracowały i rozładowały emocje.
Długa smycz Neli znacznie zwiększyła możliwości swobodnego poruszania się. Suczka z minuty na minutę coraz bardziej się otwierała, z zainteresowaniem węszyła, a nawet obwąchała i dała się obwąchać moim psom. I tu brawa dla Nutki, która potrafi oszczekać innego psa – tu zachowała się super, była bardzo delikatna w stosunku do Neli i pełna zrozumienia dla jej nieśmiałości (sama to przerabiała dwa lata temu).

"My dziewczyny z Ostrowca musimy trzymać się razem". Nela jest zainteresowana Nutką, otwiera się na nowe otoczenie, czuje się coraz pewniej, więc ogon wędruje do góry.

Pod koniec spaceru Nela radośnie podskakiwała na smyczy. W ciągu godziny z kupki przerażonego psiego nieszczęścia przemieniła się w radosną, zadowoloną ze spaceru suczkę. Wciąż jeszcze jest ostrożna, ale wiele przeszła, więc potrzebuje czasu. Miała szczęście i trafiła na wspaniały dom, otwarty na jej potrzeby i chętny do pracy z nią.

A co to za ciekawska, zadowolona dziewczynka?

Myślę, że to nie był nasz ostatni wspólny spacer i mam nadzieję obserwować postępy Neli, bo nie ukrywam, że fascynuje mnie to, jak pies potrafi zbudować pewność siebie i odzyskać radość, jeśli tylko stworzy mu się odpowiednie warunki i da czas.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Neli i jej opiekunce Iwonie, zapraszam do odwiedzenia bloga Iwony: KLIK.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

.: Maty węchowe - część I :.

Psy, którym trafiła się adopcyjna matka - freelancerka, nie mają łatwo. Taka, co pracuje w niedziele, goni do roboty również psy. Po sesji przytulanek i wygłupów na dywanie trzeba było jakoś to rozbrykane towarzystwo ogarnąć. Wiadomo, że praca nosem skupia i wycisza psa. W ruch poszły więc maty węchowe Dogatailla.
Te maty to trzy naszyte na siebie różnej wielkości kwadraty, które w sumie tworzą osiem komór na smakołyki. Pies, żeby zdobyć ciastko, musi wjechać nosem pod materiał.



 Maty można zrobić samodzielnie, najlepiej z wodoodpornego materiału, który mniej się brudzi, łatwo pierze i szybko schnie, albo kupić tu.


 Moje maty uszyte są z materiałów w kolorach, które psy potrafią odróżniać (no może oprócz tego różu Nutki, ale nie mogłam się powstrzymać). Mata Plastra, z przyczyn oczywistych, jest większa od maty Nutki.


Psy karmione suchą karmą mogą spokojnie używać takiej maty zamiast miski. Dzięki temu czują, że zdobywają pokarm. Praca z matami to forma pracy węchowej, więc wzmacnia pewność siebie psów (co jest szczególnie korzystne dla psów nieśmiałych, lękowych lub psów po adopcji, które są jeszcze onieśmielone nowym otoczeniem) i stymuluje ich mózgi.


Moje psy uwielbiają te maty, jeszcze długo po wyjedzeniu całej ich zawartości nie mogą się z nimi rozstać.

piątek, 18 stycznia 2019

.: Po co psu szkolenie ?:.

Chyba niewielu opiekunów psów wątpi w to, że szkolenie psa jest ważne. Rozwój etologii pozwolił nam lepiej zrozumieć zachowania psów i dzięki temu skuteczniej z nimi pracować. Zgadzam się z behawiorystą zwierząt, Kenem Ramirezem, że szkolenie jest niezbędne. Nie jest luksusem. Jest tak samo ważne, jak opieka weterynaryjna i żywienie. Psu, którego przyjmujemy pod swój dach, po prostu się ono należy.

Foto: Canine transformation learning center

Szkolenie z posłuszeństwa jest, moim zdaniem, niezbędnym minimum. Uważam jednak, że to dość niefortunna nazwa, bo tak naprawdę to szkolenie jest bardziej uczeniem opiekunów, jak komunikować się z psem w taki sposób, żeby nas zrozumiał. Jestem również zdania, że to nie chodzi o to, żeby odwołany pies na komendę do nas przychodził, tylko żeby chciał przychodzić.
Oczywiście można szkolić psa samodzielnie, o ile ma się taką wiedzę, natomiast szkolenie pod okiem trenera umożliwia szybsze skorygowanie błędów, a także bardziej motywuje nas opiekunów do pracy. Szkolenia zwykle odbywają się dwa razy w tygodniu, między szkoleniami jeśli chcemy osiągać wyniki, musimy sami pracować z psem, żeby nie odstawać od reszty grupy.
Mojego pierwszego psa początkowo szkoliłam sama, trochę bazowałam na wiadomościach z internetu (po dokładnym researchu) i radach bardziej doświadczonej koleżanki, a trochę działałam intuicyjnie i jak się okazałopóźniej, mam bardzo dobrą intuicję. Jednak gdy skończył półtora roku, zapisaliśmy się na szkolenie. Przy drugim psie byłam w stanie pracować zupełnie samodzielnie, jednak również poszłam na szkolenie - aby pracować systematyczniej i mieć większą motywację do pracy.
Pierwszą rzeczą, której nauczyłam Plastra, były komendy ratujące życie, czyli "stój", "do mnie", "zostań" i "zostaw". Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie życia pod jednym dachem z psem, który ich nie zna. Każdy opiekun powinien jak najszybciej nauczyć psa tych komend, w trosce o jego bezpieczeństwo, a nawet życie.

Dzięki komendzie "zostań" Kai udało się zrobić takie genialne zdjęcie.

Nigdy specjalnie nie zależało mi na uczeniu moich psów sztuczek. Plaster zna kilka, ale jeśli mam być szczera, to sztuczki, które on sam wymyśla i numery, jakie odstawia, robią znacznie większe wrażenie. Mamy jednak pewien repertuar komend, które moje psy dobrze znają i na które reagują, a od czasu do czasu wymyślamy coś nowego. Te komendy ułatwiają nam wspólne życie - nie tylko mi, moim psom również.


Szkolenie agility. Plasiu ma trochę inną niż ja wizję wykonywania zadań 

Wiadomo, że nie wszystkich komend używamy jednakowo często. Nie chcę, żeby moje psy je zapomniały, więc na spacerach w lesie często robimy sobie sesje treningowe, podczas których ćwiczymy rzadziej używane komendy. Czy psom jest to potrzebne? Tak! Czy Ty pamiętasz wszystko, czego uczono Cię na biologii w liceum? Ja też nie, a na maturze miałam z biologii 5.
Zaobserwowałam również, że takie sesje treningowe wspaniale wpływają na zachowanie psów poza sesjami. Otóż Plaster od czasu do czasu dostaje małpiego rozumu. Włącza mu się słuch wybiórczy i przestaje reagować na mój głos (na szelest toreb z suszonymi ochłapami nadal reaguje wyśmienicie i błyskawicznie). A jeśli już reaguje, to ma takie opóźnienia, jak komputer atari. Dla mnie to znak, że zbyt długo nie ćwiczyliśmy. Wystarczy nam nawet 10 minut treningu w domu i wraca stary, dobry Plasiu.

Pozytywne wzmacnianie rządzi!
foto: A. Maliga
Poza tym szkolenie stymuluje psi mózg i wzmacnia więź z opiekunem. Szkolenie można również z powodzeniem łączyć z zabawą, a psy, podobnie jak dzieci, dzięki zabawie uczą się szybciej.
Dodam jeszcze, choć pewnie jest to oczywiste, że za jedyną słuszną formę szkolenia uważam pozytywne wzmacnianie.